WywiadPielęgnacjaDla głowy

Pozwolić sobie po prostu być. Rozmowa z Dominiką

O masażu Lomi Lomi i Kobido, koncertach dźwięku i o tym, jak odpoczywa ktoś, kto na co dzień daje spokój innym.

Róża · 11 października 2026

Cześć! Witajcie w The Well Society!

W ramach dzisiejszego wpisu chciałam przedstawić Wam Dominikę Bartuś, która prowadzi w Rzeszowie masaże relaksacyjne i terapię dźwiękiem.

Sama miałam przyjemność usłyszeć relaksacyjny koncert w jej wykonaniu na warsztatach samorozwoju 7 września 2025. Osobiście dało mi to przestrzeń na wyciszenie się i skupienie uwagi na tym, jak naprawdę się czuję. Ciężko ująć w słowa, w jaki sposób czułam dźwięk w swoim ciele, ale mam nadzieję, że po przeczytaniu będziecie otwarte na doświadczenie tego same :) Zapraszam!


Jak zaczęła się Twoja droga z masażem i dźwiękiem?

Może to zabrzmi banalnie, ale moja droga pracy z ciałem zaczęła się przypadkiem. Kilka lat temu, kiedy potrzebowałam poprawić sobie samopoczucie w trudnym okresie życia, poszłam na swój pierwszy masaż Lomi Lomi, który wykonała dla mnie moja obecna przyjaciółka Kasia. Poczułam magię tego masażu: nie tylko moje ciało było rozluźnione, miękkie i spokojne, ale pojawiło się też wiele emocji, radości i zaczęło spływać do mnie wiele wspierających myśli. Od razu wiedziałam, że chcę to robić, że chcę w taki sposób wspierać ludzi, bo jest to wielowymiarowe.

Moja droga zaczęła się więc od fascynacji człowiekiem – tym, jak emocje, stres i codzienne doświadczenia zapisują się w naszym ciele. Z czasem coraz bardziej interesowało mnie nie tylko to, jak rozluźnić napięte mięśnie, ale przede wszystkim, jak pomóc człowiekowi naprawdę się zatrzymać i poczuć siebie.

Masaż pojawił się jako naturalna forma pracy z ciałem. Szczególnie bliski stał mi się Lomi Lomi, który łączy pracę z ciałem z uważnością, płynnością i poczuciem głębokiego relaksu.

Później do mojej pracy dołączył dźwięk. Zaczęłam odkrywać misy tybetańskie, gongi, dzwonki Zaphir i inne instrumenty. Zauważyłam, że dźwięk potrafi stworzyć zupełnie inną jakość odpoczynku – taką, w której człowiek nie musi niczego robić ani osiągać. Po prostu może być.

To kolejna ścieżka, którą odkryłam przez własne doświadczenie. Robię to, co mnie wsparło. Po pierwszej sesji kamertonów, na jakiej byłam, wiedziałam, że w tym kierunku chcę rozwijać swoje możliwości.

Dzisiaj łączę te dwa światy – pracę z ciałem i pracę z dźwiękiem – tworząc przestrzeń, w której można zwolnić, odetchnąć i wrócić do siebie.

Miałam to niebywałe szczęście, że zawsze trafiałam na wybitnych nauczycieli. Pierwszym krokiem na tej ścieżce było zapisanie się do szkoły medycznej, gdzie uczyłam się pod okiem mistrza świata w masażu. Terapii dźwiękiem uczyłam się natomiast pod okiem dr n. med. Małgorzaty Kronenberger, która ma słuch niemal absolutny, potwierdzony badaniami.

Wybierając tę ścieżkę, kierowałam się intuicją i głosem serca, a los mi sprzyjał: wszystko układało się tak, abym bez większych przeszkód mogła prowadzić swój gabinet masażu, terapii dźwiękiem i bioenergoterapii.

Czym jest masaż Lomi Lomi? Jak opisałabyś go komuś, kto nigdy go nie doświadczył?

Lomi Lomi to masaż, który trudno opisać samą techniką. To przede wszystkim doświadczenie płynności, otulenia i głębokiego kontaktu z ciałem.

Charakterystyczne są długie, płynne ruchy wykonywane przedramionami i dłońmi, dzięki którym masaż ma bardzo ciągły, harmonijny charakter. Nie ma w nim wrażenia „mechanicznego” przechodzenia od jednego mięśnia do drugiego.

Dla wielu osób jest to moment, w którym po raz pierwszy od dawna naprawdę pozwalają sobie odpuścić. Często słyszę po masażu: „Nie wiedziałam, że można aż tak się wyłączyć”.

Dla mnie Lomi Lomi jest zaproszeniem do tego, żeby na chwilę przestać działać i pozwolić sobie po prostu być.

Co to jest Kobido i czym różni się od zwykłego masażu twarzy?

Kobido to japońska technika masażu twarzy, która jest znacznie bardziej intensywna i wieloetapowa niż klasyczny masaż twarzy.

Dłonie masażystki na czole leżącej osoby podczas masażu twarzy
fot. Marta Jedlińska

Łączy między innymi delikatne ruchy relaksacyjne z bardziej dynamicznymi technikami, pracą na mięśniach, akupresurą i elementami drenażu. Dzięki temu zabieg jest nie tylko przyjemnym rytuałem dla twarzy, ale też bardzo intensywnym doświadczeniem relaksacyjnym. Przede wszystkim działa liftingująco, więc jest doskonałym masażem beauty – efekty widać już po pierwszej sesji. Wspiera również przy migrenowych bólach głowy, bruksizmie czy „ciężkich oczach”.

To, co szczególnie lubię w Kobido, to połączenie efektu estetycznego z pracą z napięciem. Twarz bardzo często pokazuje, jak dużo stresu nosimy w sobie. Kiedy rozluźniamy okolice szczęki, skroni czy czoła, wiele osób czuje, jak napięcie zaczyna puszczać również w całym ciele.

W jaki sposób dźwięk wpływa na nasze ciało? Co ludzie najczęściej mówią po pierwszym koncercie?

Dźwięk jest czymś, czego nie tylko słuchamy – możemy go również odczuwać w ciele. Podczas koncertów relaksacyjnych wykorzystuję między innymi misy, gongi i dzwonki, tworząc przestrzeń do wyciszenia i głębokiego odpoczynku.

Dominika w kapeluszu klęczy na trawie wśród drzew przed kryształowymi misami i gongiem
Dominika podczas koncertu w plenerze. Fot. Magdalena Furgała

Nie obiecuję żadnych „magicznych” efektów. Dla mnie najważniejsze jest to, że dźwięk pomaga stworzyć warunki, w których możemy zwolnić, skierować uwagę do wewnątrz i na chwilę odłączyć się od codziennego natłoku bodźców.

Nasze ciało, ponieważ w 70–80% składa się z wody, wchodzi w rezonans z wibracją instrumentów terapeutycznych, takich jak misy tybetańskie i kryształowe, gongi czy dzwonki Koshi, i dostraja się do tych częstotliwości. Układ nerwowy się wycisza, oddech zwalnia, ciało puszcza napięcie.

Po pierwszym koncercie ludzie często mówią, że czuli, jakby ich ciało stało się cięższe, że stracili poczucie czasu albo że pierwszy raz od dawna ich głowa naprawdę się wyciszyła.

Bardzo często słyszę też po prostu: „Nie wiedziałam, że tak bardzo tego potrzebowałam”.

Czy każdy może przyjść na koncert? Czy są osoby, które powinny najpierw coś sprawdzić albo uważać?

Koncert relaksacyjny jest łagodną formą odpoczynku, ale oczywiście nie każda sytuacja zdrowotna jest odpowiednia do udziału w takim wydarzeniu.

Gong, kryształowe i metalowe misy oraz świece na podłodze przed parawanem z lampkami
Gong, misy i świece przygotowane do koncertu w gabinecie. Fot. Magdalena Furgała

Przed koncertem warto poinformować mnie o ważnych kwestiach zdrowotnych, szczególnie jeśli ktoś jest w ciąży, ma epilepsję, poważne problemy neurologiczne, świeże urazy lub inne przeciwwskazania, co do których ma wątpliwości.

Zawsze zachęcam, żeby w przypadku chorób przewlekłych lub w trakcie leczenia skonsultować udział z lekarzem.

Najważniejsze jest dla mnie bezpieczeństwo i komfort uczestników. To nie jest wydarzenie, na którym trzeba „wytrzymać” do końca. Można się położyć, zmienić pozycję, wyjść na chwilę – każdy może zadbać o siebie.

Jak Ty sama odpoczywasz, kiedy na co dzień dajesz spokój innym?

To jest chyba jedna z rzeczy, których sama cały czas się uczę – żeby nie tylko dawać przestrzeń innym, ale również pozwalać sobie ją przyjmować.

Lubię ciszę, naturę, spacery i momenty, kiedy nie muszę niczego robić. Bardzo dobrze działa na mnie również świadomy kontakt z własnym ciałem – ruch, rozciąganie, oddech.

I coraz bardziej doceniam zwyczajne chwile, kiedy telefon jest odłożony, nie trzeba się spieszyć i można po prostu pobyć ze sobą.

Myślę, że właśnie tego najbardziej potrzebujemy dzisiaj – nie kolejnej rzeczy do zrobienia, ale pozwolenia sobie na chwilę „nicnierobienia”.

Żeby utrzymać ten balans, chętnie ćwiczę jogę, spędzam czas w lesie, dbam o zdrowy sen i często doświadczam nowych rzeczy, bo to daje mi radość.

Moją ścieżką rozwoju, a także oczyszczania, są indiańskie ceremonie szałasów potów w tradycji Czarnych Stóp, rdzennego ludu Ameryki Północnej. Uczestniczę w nich kilka razy w roku.

Często robię sobie również zabiegi autooczyszczania energetycznego, a niedługo wybieram się na kilkutygodniową medytację w odosobnieniu – Vipassanę.

Jaki prosty rytuał dla wyciszenia możemy zrobić same w domu?

Polecam bardzo prosty rytuał, który zajmuje zaledwie kilka minut.

To bardzo prosty sposób, żeby na moment przestać reagować na świat zewnętrzny i sprawdzić, co dzieje się we mnie.

Możesz również ustawić stoper na 30 minut i po prostu, z wyprostowanym kręgosłupem, posiedzieć w ciszy. Umysł lubi bodźce, więc pierwsze kilka minut może być trudne ;-)

Jakie masz najbliższe plany? Gdzie można Cię spotkać w najbliższych tygodniach?

W najbliższych tygodniach najczęściej będę w moim gabinecie w Rzeszowie przy ulicy Jana i Jędrzeja Śniadeckich 20C.

Gabinet z łóżkiem do masażu, parawanem z lampkami i rośliną w ciepłym świetle
Gabinet Dominiki w Rzeszowie. Fot. Magdalena Furgała

Już niebawem, 15 października, szykuje się koncert relaksacyjny. Oprócz tego w każdy pierwszy piątek miesiąca taki koncert odbywa się cyklicznie u mnie w gabinecie.

Jeszcze w październiku odbędzie się kurs masażu relaksacyjnego z aromaterapią i bioenergoterapią, w listopadzie kurs masażu Kobido, a początek grudnia to będzie dla mnie czas przygotowań do styczniowego kursu Lomi Lomi, który również poprowadzę u siebie w gabinecie.

Oprócz tego sama wybieram się na kurs masażu powięziowego, a prywatnie, z racji tego, że kocham podróże, przełom roku spędzę w Wietnamie.

Aktualne informacje o koncertach, terminach masaży i kursów oraz nowych wydarzeniach można znaleźć na mojej stronie internetowej, Instagramie, Facebooku oraz Booksy.


Dziękuję Dominice za rozmowę! Mam nadzieję, że ten wywiad zachęci Was, żeby dać sobie chwilę odpoczynku, czy to na masażu, na koncercie dźwięku, czy po prostu w domu, z ciszą i pytaniem „Czego teraz potrzebuję?”.

Miłej niedzieli i do przeczytania!

Zdjęcie Dominiki na górze: fot. Magdalena Furgała